Ciekawe miejsca i wycieczki w BielicachCiekawe miejsca i wycieczki

Bielice to przede wszystkim przyroda – las, rwąca rzeka i góry. Wszystkich, którzy tu trafią namawiamy mocno do zabrania wygodnych butów turystycznych i plecaka. Wycieczki, niekoniecznie dalekie i forsowne, ale również te do najbliższej dolinki, dostarczają przyjemności obcowania z naturą. Przedstawiamy tu propozycje wędrówek turystycznych, których celem jest jakieś szczególne miejsce i związane z nim historie. Niżej spis wycieczek w dalsze rejony.

Mapa Masywu Śnieżnika - DO POBRANIA

Spacer na Łupkową i Czartowiec oraz „Ostatni do raju” Marka Hłaski

Trasa z Bielic ścieżką na pobliskie góry. Latem od pierwszych domów we wsi około 4 godziny.

Ze schroniska „Chatka Cyborga” idziemy drogą w górę rzeki Białej Lądeckiej. Po ok. 100 m w lewo przez most na rzece wchodzimy w boczną dolinkę nazywaną Baranim Wąwozem. Mijamy zabudowania „Chatki Trapera” i dochodzimy do pierwszego rozwidlenia. W prawo odchodzi nowa droga, której często nie ma na mapach trawersująca stok Kowadła, a my skręcamy w lewo i idziemy starą drogą. Droga, po której idziemy jest charakterystyczną dla tych gór „stokówką”: wznoszącą się serpentynami na wysokość 800-900 m n.p.m., a potem biegnącą prawie poziomo. Droga idealna dla rowerów górskich latem i nart biegowych zimą. Takimi drogami w latach 50-tych jeździł po lasach Marek Hłasko – kultowy pisarz pokolenia, wtedy młody kierowca ciężarówki pracujący przy zwózce drewna. Ostre zakręty, urwiste zbocza, śnieg, błoto i... tragiczne wypadki opisał w opowiadaniu „Ostatni do raju”. Nie wiemy dokładnie, czy jeździł w Bielicach, ale faktem jest, że film na kanwie tego opowiadania, „Baza ludzi umarłych” w reżyserii Petelskich, był kręcony w okolicach Bielic – może właśnie za sugestią samego Hłaski.

Trasa wznosi się łagodnie do drugiego rozwidlenia dróg (dotąd 30 min. od schroniska). Idąc dalej prosto dojdziemy po 10 min. do skałek, które wznoszą się po prawej stronie drogi, a w których jest niewielka grota. Według opowiadań najstarszych osadników tuż pod koniec II wojny światowej do Baraniego Wąwozu wjechało kilka załadowanych hitlerowskich ciężarówek. Opowiadał o tym osiadły od czasów I wojny światowej w Bielicach Rosjanin nazwiskiem Popow. Zanim jednak zdołał zdradzić szczegóły, zmarł, już po 1945 r. w tajemniczych okolicznościach. W 1994 r. ekipa poszukiwaczy skarbów wyposażona w sprzęt do robót ziemnych i zatrudniająca robotników prowadziła legalne, intensywne poszukiwania tunelu pod tymi skałkami.

Jeżeli pójdziemy dalej drogą pod skałkami po około 1,5 godzinie sprowadzi nas wzdłuż potoku Wądróż do leśniczówki położonej w Dolinie Białej Lądeckiej 2 km poniżej Bielic.

My jednak idziemy od skrzyżowania w prawo drogą, która po ok. 10 min. kończy się. W tym miejscu z góry schodzi wyraźna ryza – głęboki ślad po ściąganych przez konie kłodach drewna. Idąc z tego miejsca w górę już po dwóch minutach dochodzimy do ogrodzenia otaczającego szkółkę leśną. Dalej w górę wzdłuż ogrodzenia wędrujemy do przełęczy pomiędzy górami Łupkową po lewej, a Kowadłem po prawej (dotąd ze schroniska 45 min). Na przełęczy, która nosi czeską nazwę Peklo (Piekło) jest już pierwszy słupek oznaczający granicę pomiędzy Czechami a Polską. Z Pekla kierujemy się wzdłuż granicy w lewo za znakami polskiego szlaku zielonego i czeskiego szlaku żółtego i po 20 min. wchodzimy na rozległy szczyt Łupkowej (945 m n.p.m.), który Czesi nazywają Bridlicny. Po południowej stronie szczytu wychodnia skałek gnejsowych, a na samym szczycie czeski drogowskaz i dwa tajemnicze metrowej wysokości kamienne słupki z wyżłobionymi na głowicach literą W i liczbami: jeden trój- a drugi czterograniasty. Ze szczytu Łupkowej rozległy widok na południe m.in. na góry Smrek, Postawną, Vozkę, Keprnik, Śnieżnik, Żmijowiec i Czarną Górę. Widać też górną część Doliny Białej Lądeckiej z zabudowaniami Bielic. Z kolei w kierunku północno wschodnim widok na położone kilkaset metrów niżej Przedgórze Sudeckie: bliżej na czeską wieś Bernartice, a za nią Otmuchów z wieżami kościoła i zamkiem oraz taflą Jeziora Otmuchowskiego.

Idziemy dalej zielonym szlakiem przez spłaszczoną kulminację Pośredniej (czeska nazwa Pomezni) ze skalnym grzebieniem i schodzimy do skrzyżowania czeskich szlaków żółtego i czerwonego pod Śpicakiem (900 m n.p.m.) (dotąd ze schroniska 2 godz. 10 minut). Jeżeli z tego miejsca zejdziemy ze szlaku w lewo stromo w dół (oczywiście na polską stronę), po pół godzinie dojdziemy do wspomnianej wcześniej leśniczówki pomiędzy Nowym Gierałtowem a Bielicami. Z Przełęczy pod Śpicakiem idąc dalej szlakiem zielonym po kilku minutach wejdziemy na szczyt Czartowca (944 m n.p.m.). Jest to gnejsowa kulminacja zwana dawniej też Gołoborcem lub Czarcią Golą. Nazwy związane są z legendą o diable, który w postaci pięknej dziewczyny wychodził ze skalistego gołoborza i zrzucał na zwabionych tym widokiem wędrowców kamienie. Ze szczytu panorama na południe i północny-zachód, od Masywu Śnieżnika po Góry Bardzkie i Złote z górą Ślężą w tle.

Z Czartowca schodzimy zielonym szlakiem najpierw bardzo stromo a potem łagodniej i wędrujemy granicą wzdłuż charakterystycznych wałów ułożonych z kamieni. Przy okazji wędrówki ścieżką graniczną zwróćmy uwagę na masywne, czerwono białe słupki graniczne. Granica, wzdłuż której idziemy istnieje tu już od średniowiecza: najpierw rozdzielała Hrabstwo Kłodzkie od księstwa nyskiego biskupów wrocławskich, potem Prusy od Austrii, Niemcy od Czechosłowacji, po 1945r. Polskę od Czechosłowacji, a obecnie Polskę od Czech. Ślady tej historii możemy znaleźć na słupkach granicznych. Możliwe, że kamienne trój- lub czterograniaste słupki widziane na Łupkowej i gdzieniegdzie na dalszej naszej trasie oznaczały również granicę. Zaś na współczesnych słupkach znajdziemy pod warstwą świeżej farby wyżłobione litery „P” (jak Polska) po polskiej i „CS” (jak Ceskoslovensko) po czeskiej stronie. Litera „P” jest niekształtna, a jej nóżka jest nieco płyciej wyżłobiona, gdyż powstała z przerobienia litery „D” (jak Deutschland). Wszystko to zostało zamalowane białą farbą, na której wypisano czarnym wzornikiem historię najnowszą: „P” (jak Polska) i „C” (jak Czechy).

Po godzinie dochodzimy do Przełęczy Gierałtowskiej, z której widać wyraźnie kościół w Nowym Gierałtowie i najbliższe budynki (dotąd ze schroniska 3 godz. 20 minut). Stąd możemy się skierować bez szlaku w lewo w dół na wieżę kościoła lub za znakami zielonymi obok szlabanu granicznego dojść do wiaty, skąd zejdziemy szlakiem czerwonym w Dolinę Białej Lądeckiej do głównej drogi kilometr poniżej kościoła w Nowym Gierałtowie (zarówno jeden jak i drugi wariant zajmie nam około pół godziny; ze schroniska w Bielicach 4 godz.). Na czerwonym szlaku zatrzymajmy się chwilę przy jednej z niewielu dobrze zachowanych kapliczek przydrożnych, które wraz z sadzonymi obok lipami były charakterystycznym elementem krajobrazu Ziemi Kłodzkiej. Współczesną rzeźbę Madonny dla tej kapliczki wykonała rzeźbiarka Ewa Beyer. W Gierałtowie warto też obejrzeć skromny barokowy kościół z 1714 r. z lapidarium w murze kościelnym oraz naprzeciwko kościoła położony wysoki dom obrośnięty pięknym dzikim winem. Z „centrum” Nowego Gierałtowa do schroniska w Bielicach jest 3,5 km. Po drodze warto zajrzeć jeszcze do odrestaurowanej kapliczki Emaus położonej na urwistym zboczu nad Białą Lądecką (przy drodze tablica informacyjna: 100 m w lewo od drogi).

Z kręceniem w Bielicach filmu „Baza ludzi umarłych” jest związana anegdota, którą opowiadał nieżyjący już dziś sołtys Draus. Jako młody wtedy chłopak pomagał ekipie filmowej w różnych rzeczach, zajmując się m.in. końmi. Podobno przeczytał opowiadanie Hłaski i widział też film – opowieści o twardym i męskim świecie. Dodawał jednak przy tym, że i książka, i film to było nic w porównaniu do tego, co działo się zimą podczas kręcenia filmu. Takiego picia, takiej szaleńczej jazdy po wódce po wódkę, takim rozklekotanymi samochodami to on w życiu nie widział!

Wstecz

©2002-2017 Anna Sobańska-Maj | Polityka prywatności - pliki cokies. Bielice - gdzieś na końcu świata. Urokliwa wieś koło Stronia Śląskiego.